Handlowiec dostaje zapytanie po niemiecku i wkleja je do darmowego translatora w przeglądarce. Opisy 800 produktów na niemiecki rynek czekają od roku, bo biuro tłumaczeń wyceniło je na kwotę, której nikt nie chce zatwierdzić. A instrukcję obsługi maszyny „przetłumaczyła" osoba z biura, która zna język ze szkoły.
Ten tekst pozwoli ci podzielić teksty, które twoja firma tłumaczy, na trzy koszyki: sam translator, translator z korektą i tylko tłumacz. Po lekturze będziesz wiedzieć, gdzie tłumaczenie maszynowe oszczędza realne pieniądze, a gdzie jeden błąd kosztuje więcej niż roczny abonament.
Trzy koszyki tekstów
Najczęstszy błąd, który widzimy: firma pyta „czy translator jest wystarczająco dobry", zamiast pytać „co się stanie, jeśli w tym tekście będzie błąd". Ta sama jakość tłumaczenia jest w porządku w jednym dokumencie i nie do przyjęcia w drugim.
Koszyk A — tłumaczenie do zrozumienia. Maile przychodzące od klientów i dostawców, dokumentacja techniczna od producenta komponentu, oferty konkurencji, korespondencja z przewoźnikiem. Czytasz je ty, nie klient. Tu wystarczy translator bez korekty. Błąd kosztuje najwyżej jedno pytanie zwrotne.
Koszyk B — tłumaczenie z korektą. Maile wychodzące, opisy produktów w sklepie i na portalach, karty katalogowe, oferty handlowe, ogłoszenia o pracę dla pracowników z zagranicy. Translator robi pierwszą wersję, a osoba znająca język i produkt ją czyta. Typowo widzimy, że korekta zajmuje 30–50% czasu, jaki zająłby przekład od zera.
Koszyk C — tylko człowiek albo pełna weryfikacja przez tłumacza. Umowy, ogólne warunki handlowe, odpowiedzi na reklamacje z ryzykiem prawnym, instrukcje obsługi i ostrzeżenia bezpieczeństwa, dokumenty dla sądu lub urzędu. Jeśli urząd lub kontrahent żąda tłumaczenia poświadczonego, potrzebujesz tłumacza przysięgłego i żadne narzędzie tego nie zastąpi.
Instrukcje maszyn to osobny temat. Dyrektywa maszynowa wymaga instrukcji w języku urzędowym państwa, w którym maszyna jest używana (źródło: dyrektywa 2006/42/WE, zał. I pkt 1.7.4, EUR-Lex). Od 20 stycznia 2027 zastąpi ją rozporządzenie 2023/1230 (źródło: EUR-Lex), więc jeśli produkujesz maszyny, sprawdź z tłumaczem technicznym, co zmienia się w twojej dokumentacji.
Glosariusz i umowa o dane — tu jest praca
Translator nie zna twojego asortymentu. Bez listy terminów „prowadnica" raz będzie „Führung", raz „Schiene", a nazwa twojej linii produktów zostanie przetłumaczona dosłownie. Klient widzi wtedy trzy różne nazwy jednej rzeczy.
Glosariusz to tabela: termin po polsku, obowiązujący odpowiednik, uwaga. Dla firmy produkcyjnej lub handlowej zwykle 150–400 pozycji. Zbudowanie go zajmuje 2–4 dni pracy osoby, która zna produkt i język, rozłożone na 2–3 tygodnie. Źródłem są istniejące katalogi, oferty i korespondencja z największymi klientami.
Druga sprawa to dane. Darmowe wersje translatorów i czatów AI to narzędzia konsumenckie. Wersje płatne zwykle dają warunki biznesowe. Przykładowo DeepL deklaruje, że w wersji Pro teksty są usuwane po wykonaniu usługi i nie są wykorzystywane do trenowania modeli (źródło: polityka prywatności DeepL). Plany Pro kosztują od ok. 7,50 do 50 euro na użytkownika miesięcznie przy płatności rocznej, a liczba glosariuszy zależy od planu (źródło: cennik DeepL Pro, stan na październik 2026).
Nie kupuj kont dla wszystkich. Zwykle wystarczą 2–5 kont dla osób, które naprawdę wysyłają teksty za granicę. Zasady, co wolno wklejać do jakiego narzędzia, warto zapisać w krótkiej polityce używania AI w firmie, bo translator to w praktyce też narzędzie AI.
Dwa przykłady z eksportu
Kiedy zadziałało. W jednym z projektów 22-osobowy producent okuć meblowych z Comarch Optima chciał wejść z katalogiem na rynek niemiecki. Biuro tłumaczeń wyceniło 1200 opisów produktów i 40 kart katalogowych na ok. 38 tys. zł i 10 tygodni. Zamiast tego zbudowaliśmy glosariusz na 280 terminów, eksport opisów z Optimy do CSV, tłumaczenie maszynowe z glosariuszem i import z powrotem do pola opisu obcojęzycznego.
Korektę robił handlowiec obsługujący klientów z Niemiec, 4–6 minut na opis. Całość zajęła 5 tygodni i kosztowała ok. 9 tys. zł wdrożenia plus abonament dla 3 osób. Karty katalogowe z parametrami bezpieczeństwa i tak oddaliśmy tłumaczowi technicznemu do weryfikacji, za ok. 3 tys. zł. Opisy podobne do tych, które generuje się automatycznie, omówiliśmy szerzej przy AI do opisów produktów.
Lekcja: zaczęlibyśmy od glosariusza tydzień wcześniej. Pierwsze 200 opisów trzeba było poprawiać drugi raz, bo nazwy serii produktów dopisaliśmy do glosariusza dopiero po korekcie.
Kiedy kosztowało więcej. U innego klienta, 35-osobowego producenta maszyn pakujących, 140-stronicową instrukcję obsługi dla odbiorcy z Austrii przetłumaczono translatorem i wysłano bez weryfikacji. Odbiorca zakwestionował dokumentację przy odbiorze: niespójne nazwy elementów sterowania, kilka ostrzeżeń bezpieczeństwa sformułowanych niejednoznacznie. Weryfikacja przez tłumacza technicznego kosztowała ok. 11 tys. zł i trwała 3 tygodnie. Przez ten czas klient wstrzymał ostatnią transzę płatności, 30% wartości maszyny.
Lekcja: instrukcja to koszyk C. Translator mógł zrobić pierwszą wersję, ale budżet i termin na weryfikację przez tłumacza technicznego powinny być w kosztorysie maszyny od początku, a nie po reklamacji.
Kiedy to nie ma sensu
Tłumaczenie maszynowe nie zawsze się opłaca. Oto sytuacje, w których doradzamy coś innego.
- Tłumaczysz mniej niż kilka stron miesięcznie. Wdrożenie glosariusza i procesu nie zwróci się. Daj 1–2 osobom płatne konto i na tym poprzestań.
- Nie masz nikogo do korekty. Koszyk B bez osoby, która zna język, staje się koszykiem A wysyłanym do klienta. Wtedy taniej wyjdzie stały tłumacz-freelancer z rozliczeniem za korektę tłumaczenia maszynowego niż za przekład od zera.
- Jeden rynek to większość twojej sprzedaży. Jeśli 60% obrotu robisz w Niemczech, rozważ zatrudnienie osoby z biegłym niemieckim na część etatu. Ona zrobi korektę, ale też odbierze telefon.
- Teksty siedzą w PDF-ach i plikach graficznych. Translator rozsypuje formatowanie katalogów, a składanie ich na nowo potrafi zjeść więcej czasu niż sama korekta. Najpierw trzymaj treść w ERP, w sklepie albo w Wordzie, a dopiero potem tłumacz.
- Marketing na rynek główny. Hasła, strona główna i kampanie wymagają kogoś, kto zna rynek, a nie tylko język. Translator da poprawne zdania, które nikogo nie przekonają.
Co realnie się psuje: terminologia rozjeżdża się, gdy nikt nie aktualizuje glosariusza, i nazwy produktów tłumaczą się dosłownie. Do tego pracownicy wracają do darmowych narzędzi, bo płatne konto „jest u kogoś innego".
Co zrobić w tym tygodniu
- Spisz, jakie teksty wyszły z firmy w obcym języku przez ostatnie 3 miesiące: rodzaj, język, liczba stron, kto tłumaczył.
- Przypisz każdy rodzaj do koszyka A, B lub C. Sporne przypadki przypisz do wyższego koszyka.
- Zapytaj handlowców i obsługę klienta, jakiego narzędzia dziś używają i czy wklejają do niego dane klientów.
- Zbierz 50 terminów, które najczęściej występują w twoich ofertach, i wpisz ich obowiązujące tłumaczenia z ostatnich katalogów. To początek glosariusza.
- Sprawdź, czy w kosztorysach maszyn lub urządzeń na eksport jest pozycja na weryfikację instrukcji przez tłumacza.
Nie pytaj, czy translator jest wystarczająco dobry. Zapytaj, co kosztuje błąd w danym tekście, i według tego zdecyduj: sam translator, translator z korektą albo tłumacz.