Raporty zarządcze z ERP: jak przestać budować Excela w każdy piątek

· 6 min czytania · Zespół SilverData

Większość właścicieli MŚP nie ma problemu z brakiem danych. Mają problem z tym, że dane są wszędzie, a decyzję trzeba podjąć w poniedziałek rano. Raport zarządczy nie musi być projektem na pół roku — ale musi odpowiadać na właściwe pytania.

Scena, którą widzimy regularnie: w piątek po południu szef albo główna księgowa eksportuje sprzedaż z Comarch Optima do Excela, dokleja dane z arkusza, w którym handlowcy notują rabaty, i przez dwie–trzy godziny składa raport, który i tak jest nieaktualny w poniedziałek. A czasem jest po prostu błędny — bo ktoś przeciągnął formułę o jeden wiersz za mało.

To nie jest problem z brakiem narzędzi. To problem z tym, że liczby, na podstawie których podejmujesz decyzje, powstają ręcznie, raz w tygodniu, w głowie jednej osoby. Da się to naprawić — i nie kosztuje to tyle, ile myślisz.

Piątkowy Excel kosztuje więcej, niż myślisz

U jednego z naszych klientów — 30-osobowej hurtowni części technicznych — właściciel co piątek poświęcał około 3 godzin na zbudowanie raportu sprzedaży z eksportów z Comarch Optima. Czyli ponad 12 godzin miesięcznie, jego własnego czasu, na przepisywanie liczb. Dane i tak były „z piątku", więc w poniedziałek podejmował decyzje na podstawie obrazu sprzed weekendu.

Gorsze było co innego. Kiedy zbudowaliśmy mu jeden automatyczny pulpit, który liczył marżę po uwzględnieniu rabatów i kosztów transportu, okazało się, że jedna z głównych grup towarowych ma realną marżę na poziomie 4%, a nie zakładanych ~18%. Przez lata sprzedawał ją z przekonaniem, że to dobry produkt. Ręczny Excel nigdy tego nie pokazał, bo rabaty i transport siedziały w innym arkuszu, którego nikt nie wciągał do raportu.

To jest prawdziwy koszt piątkowego Excela: nie trzy godziny tygodniowo, tylko decyzje podejmowane na podstawie liczb, które wyglądają solidnie, a nie są.

Nie potrzebujesz hurtowni danych ani drogiego BI

Kiedy padnie hasło „raportowanie", ktoś zwykle podsuwa ofertę na hurtownię danych, platformę BI w wersji Premium i wdrożenie na kilka miesięcy. Dla firmy 10–50 osób to najczęściej przerost formy nad treścią — kupujesz silnik odrzutowy, żeby dojechać do sklepu na rogu.

W realiach MŚP wystarczy znacznie mniej: jedno wiarygodne źródło danych, kilka dobrze policzonych wskaźników i pulpit, który odświeża się sam. Narzędzie może być darmowe albo prawie darmowe (Power BI w wersji podstawowej, Looker Studio, a czasem dobrze zaprojektowany arkusz, który zaciąga dane przez API). Wartość nie leży w narzędziu. Leży w tym, żeby liczby były policzone raz, dobrze i zawsze tak samo.

Drogie BI bez uporządkowanych danych daje dokładnie to samo co Excel — tylko ładniej i drożej.

Najpierw 5–7 liczb, nie pięćdziesiąt

Najczęstszy błąd przy pierwszym pulpicie to próba pokazania wszystkiego. Powstaje tablica z czterdziestoma wykresami, na którą nikt nie patrzy, bo nie wiadomo, co jest ważne.

Zacznij od pytania, nie od danych: jakie 5–7 liczb realnie zmienia Twoje decyzje w tym tygodniu? Dla większości firm to mniej więcej:

Reszta to ciekawostki. Jeśli liczba nie zmienia żadnej decyzji, nie musi być na pulpicie zarządczym — może co najwyżej trafić do raportu szczegółowego, do którego zaglądasz raz na kwartał.

Dane muszą mieć jedno źródło

Tu wraca temat, który przewija się w niemal każdym naszym projekcie: jakość danych. Pulpit jest tak dobry, jak dane, które do niego wpływają. Jeśli ten sam klient figuruje w ERP pod trzema nazwami, a handlowcy trzymają rabaty w prywatnym arkuszu, żaden wykres tego nie naprawi — tylko ładnie zsumuje bałagan.

Zanim zbudujesz pulpit, ustal, co jest źródłem prawdy dla każdej liczby. Sprzedaż i marża — z ERP. Status oferty — z CRM albo z arkusza, ale z jednego. Koszty transportu — z jednego, uzgodnionego miejsca. Jeżeli jakaś liczba powstaje dziś przez ręczne sklejanie dwóch plików, to jest pierwszy kandydat do uporządkowania, zanim w ogóle podłączysz wykres.

To nudna robota. Ale to ona decyduje, czy pulpit będzie narzędziem do decyzji, czy kolejnym ładnym ekranem, któremu nikt nie ufa.

Jak to zwykle budujemy

W praktyce projekt wygląda prościej, niż się spodziewasz:

  1. Rozmowa o decyzjach. Ustalamy te 5–7 liczb i to, jak dokładnie mają być liczone (np. marża „po wszystkim", nie po samym koszcie zakupu).
  2. Połączenie ze źródłem. Większość ERP — Comarch Optima, enova365, Subiekt — udostępnia dane przez API albo bazę. Zamiast eksportu do Excela ręką, pulpit zaciąga je sam.
  3. Jedno miejsce na liczenie. Reguły (rabaty, koszty, kursy) zapisujemy raz, w jednym miejscu, żeby każdy widział tę samą marżę.
  4. Automatyczne odświeżanie. Pulpit aktualizuje się co noc albo co godzinę. Nikt nie „buduje raportu" — raport jest.

Pierwsza wersja powstaje zwykle w 2–4 tygodnie, nie w pół roku. Zaczynamy od jednego obszaru (najczęściej sprzedaż i marża), bo lepiej mieć jedną liczbę, której wszyscy ufają, niż czterdzieści, których nikt nie sprawdza.

Trzy pułapki, które psują pulpity

Od czego zacząć

Nie zaczynaj od narzędzia. Zacznij od kartki, na której wypiszesz 5–7 liczb, które realnie zmieniają Twoje decyzje, i przy każdej dopiszesz, skąd dziś naprawdę pochodzi. Już samo to ćwiczenie zwykle pokazuje, gdzie dane są sklejane ręcznie i gdzie kryje się ryzyko.

Jeśli chcesz odzyskać te kilkanaście godzin miesięcznie i przestać podejmować decyzje na danych „z piątku", pogadaj z kimś, kto podłączał już pulpity do Optimy, enova czy Subiekta i wie, gdzie zwykle leżą miny. Pierwsza rozmowa jest bezpłatna i trwa pół godziny.

Pulpit menedżerski jest tak dobry, jak dane, które do niego wpływają. Najpierw jedno źródło prawdy, potem wykresy.

← Wróć na blog