Prognozowanie popytu w małej firmie: Excel, ERP czy AI?

· 8 min czytania · Zespół SilverData

„Zamawiamy tyle, ile poszło w zeszłym miesiącu, plus dwadzieścia procent, bo tak zawsze robiliśmy" — to zdanie usłyszeliśmy w ostatnim roku w kilkunastu firmach. I to nie w tych najmniejszych. W jednej z nich, 30-osobowym dystrybutorze części zamiennych, tak zamawiane było 800 SKU. Skutek był dwojaki: magazyn zamrażał gotówkę na zapasach, których nikt nie kupował, a jednocześnie regularnie brakowało tego, co schodziło najlepiej. Klasyk.

Zanim ktoś krzyknie „AI to rozwiąże", warto zrobić krok w tył. Prognozowanie popytu w MŚP nie zaczyna się od modelu. Zaczyna się od pytania: czy w ogóle mamy co prognozować. A jeśli tak — od najprostszego narzędzia, które działa. Excel, prosty moduł w ERP i dedykowany model AI to trzy różne poziomy inwestycji. Wybór złego poziomu kosztuje tyle samo, co brak prognozy w ogóle.

Kiedy prognozować, kiedy zgadywać

Prognoza ma sens tylko wtedy, gdy popyt ma powtarzalny wzorzec. Trywialne? Owszem, ale połowa firm, z którymi rozmawiamy, próbuje prognozować rzeczy, które prognozować się po prostu nie da — bo klient jest jeden, projekty są unikalne, a rytm sprzedaży wynika z indywidualnych umów, nie z rynku.

W praktyce prognozowanie zwraca się, gdy spełnione są trzy warunki. Po pierwsze — masz przynajmniej 100–200 SKU (albo pozycji katalogowych) i nie da się już „w głowie" trzymać, co ile schodzi. Po drugie — historia sprzedaży ma minimum 18–24 miesiące, żeby model widział sezonowość. Po trzecie — czas dostawy (od zamówienia u dostawcy do stanu na regale) jest dłuższy niż tydzień, czyli decyzję trzeba podjąć zawczasu.

Jeśli masz 50 SKU i tygodniowy lead time — nie potrzebujesz prognozy. Potrzebujesz dyscypliny w zamawianiu i alertu w ERP, kiedy stan spada poniżej progu. Cała reszta to nadinżynieria.

Poziom 0 — Excel i średnia ważona

To dziwne, ile prognozy da się wycisnąć z porządnie zrobionego Excela. Wygładzanie wykładnicze (funkcja PROGNOZA.ETS w Excelu i Google Sheets) sama liczy trend i sezonowość, jeśli dostanie dwa lata dobrych danych. Nie musisz znać statystyki — wystarczy, że eksport ze sprzedaży ma daty i ilości.

U wspomnianego 30-osobowego dystrybutora części zamiennych zaczęliśmy właśnie od tego. Trzy dni pracy: eksport historii sprzedaży 24 miesięcy z Comarch Optima, arkusz z jedną formułą PROGNOZA.ETS na SKU i prosta tabela z sugerowaną wielkością zamówienia. Po jednym cyklu zamówień: 12% mniej kapitału zamrożonego w magazynie i 30% mniej braków w top-100 SKU. Bez zakupu żadnego oprogramowania.

To nie znaczy, że Excel jest wieczny. Znaczy tylko tyle, że żaden system prognozowania nie da lepszych wyników niż porządna baseline w Excelu, dopóki nie udowodnisz sobie, że baseline nie wystarcza. To jest test, którego 90% dostawców „rozwiązań AI" nie chce, żebyś robił.

Poziom 1 — Co potrafi Twój ERP

Większość ERP-ów obecnych w polskich MŚP — Comarch Optima, enova365, Subiekt GT, Symfonia — ma jakiś moduł prognozowania albo minimum sugerowanego zamówienia. Zwykle robi to samo, co Excel, ale z jedną wielką zaletą: liczby siedzą w tym samym miejscu, co magazyn, zamówienia i dostawcy. Nikt nie musi eksportować, przeliczać, wklejać z powrotem.

Ten poziom ma sens, gdy Excel z Poziomu 0 działa dobrze, ale jego utrzymanie zaczyna zabierać zbyt dużo czasu. Zwykle wchodzimy tu przy 300–500 aktywnie zarządzanych SKU. Wdrożenie modułu prognozowania w istniejącym ERP to tydzień pracy — trzeba skonfigurować parametry (długość sezonu, sposób agregacji, tolerancja bezpieczeństwa) i przekonać zamawiającego, że sugestie systemu warto brać poważnie.

Uwaga na jedną pułapkę: moduły prognozowania w polskich ERP-ach zwykle nie umieją odróżnić promocji od normalnej sprzedaży. Jeśli w kwietniu dałeś rabat -40% na jeden SKU i sprzedał się dziesięć razy więcej niż zwykle, moduł zaprognozuje, że w kwietniu przyszłego roku też sprzeda się dziesięć razy więcej. To nie jest wina modelu — to wina danych. Zanim wdrożysz prognozę w ERP, oznacz w historii sprzedaży, które okresy były „nietypowe".

Poziom 2 — Kiedy naprawdę AI

Dedykowany model uczenia maszynowego (na przykład Prophet, ARIMA z regresją, XGBoost z cechami sezonowymi) ma sens dopiero wtedy, gdy przekroczysz konkretny próg złożoności. Z naszych obserwacji jest to jeden z trzech scenariuszy:

Poniżej tego progu inwestycja się nie zwróci. Model AI wymaga danych historycznych minimum 2–3 lat (najlepiej 5), inżyniera, który go zbuduje i utrzyma, oraz procesu, który reaguje na wyniki. Koszt to nie licencja — to rola człowieka, który tym się zajmuje przez pierwsze pół roku, zanim model zacznie działać stabilnie.

Jest jedna rozsądna droga na skróty: SaaS-owe narzędzia do prognozowania (RELEX, Slimstock, ForecastPro w wersji cloud). Zdejmują z Ciebie budowanie modelu, ale kosztują 2000–5000 zł miesięcznie i wymagają czystych danych o sprzedaży, promocjach i lead-time'ach dostawców. Warto rozważyć, jeśli obrót magazynem przekracza kilka milionów rocznie.

Czego nie robić

Kilka pułapek, w które regularnie wpadają MŚP zaczynające temat prognozowania.

Od czego zacząć

Praktyczna kolejność, którą przechodzimy z klientami:

  1. Zrób inwentarz SKU według obrotu (klasyfikacja ABC). Prognozuj tylko A i B — reszta to szum.
  2. Eksportuj z ERP 24 miesiące sprzedaży dla tych SKU i oznacz okresy nietypowe (promocje, awarie, jednorazowe zamówienia).
  3. W Excelu zrób baseline: PROGNOZA.ETS na SKU, sugerowana wielkość zamówienia = prognoza × lead-time + zapas bezpieczeństwa.
  4. Przetestuj przez trzy cykle zamówień. Zmierz: ilość braków, poziom zamrożonego kapitału, liczbę pozycji zamawianych „na oko".
  5. Jeśli baseline działa dobrze, ale wymaga zbyt wiele pracy ręcznej — wtedy sięgaj po ERP albo SaaS.

Cała inwestycja na starcie: 2–4 tygodnie pracy jednej osoby (Twojej lub konsultanta zewnętrznego). Zero opłat licencyjnych. Zero zewnętrznych dostawców z prezentacją o „transformacji cyfrowej".

Jeśli chcesz pogadać, na jakim poziomie prognozowania jest Twoja firma i który krok ma dla Ciebie sens — pierwsza rozmowa jest bezpłatna i trwa pół godziny.

Żaden system prognozowania nie da lepszych wyników niż porządna baseline w Excelu, dopóki nie udowodnisz sobie, że baseline nie wystarcza.

← Wróć na blog