Phishing w MŚP: jak nauczyć zespół nie klikać i nie płacić oszustom

· 8 min czytania · Zespół SilverData

Większość „cyberataków" w polskich MŚP, które rozplątujemy, zaczyna się tak samo: jedna osoba w piątek po obiedzie kliknęła w mail. Nie była głupia, nie była nieuważna — była zmęczona i miała otwartych dziesięć kart. Mail wyglądał jak faktura od stałego dostawcy, jak monit z banku albo jak prośba prezesa o szybki przelew. I to wystarczyło.

Phishing nie jest już zabawą rosyjskich nastolatków z prymitywną polszczyzną. Dziś to skoordynowana branża, która zarabia na MŚP więcej niż na korporacjach, bo w MŚP nie ma działu bezpieczeństwa, nie ma centrum SOC, nie ma drugiej osoby, która patrzy na każdy przelew. Jest jedna księgowa, która ma 60 faktur dziennie i ufa, że firmowy filtr antyspamowy „chyba coś łapie".

Ten tekst jest o tym, co naprawdę działa, a co tylko wygląda dobrze na audycie — w obronie przed phishingiem i jego najdroższym wariantem, czyli BEC (Business Email Compromise).

Phishing nie wygląda już jak nigeryjski książę

W ostatnim roku w polskich MŚP najczęściej widzimy cztery scenariusze. Każdy z nich jest banalny i każdy działa, bo pasuje do rytmu pracy.

Każdy z tych scenariuszy łączy jedna rzecz: nie próbują przebić się przez zabezpieczenia techniczne. Próbują wejść przez pracownika, który ma dużo pracy i mało powodów, żeby na sekundę przystanąć i się zastanowić.

89 000 zł, jeden mail i trzy tygodnie ciszy

U jednego z naszych klientów — 28-osobowej firmy produkcyjnej obrabiającej elementy stalowe — księgowa zapłaciła 89 000 zł na konto, które „pojawiło się" w mailu od stałego dostawcy. Mail wyglądał jak zawsze: ten sam podpis, ta sama stopka, sensowny numer faktury, sensowna kwota. Tylko ostatnie cztery cyfry numeru rachunku były inne. Atakujący przejął wcześniej skrzynkę u dostawcy (zwykły phishing, bez MFA), siedział w niej trzy tygodnie czytając korespondencję, a potem podstawił mail dokładnie w dniu, w którym faktura była spodziewana.

Pieniędzy nie udało się odzyskać. Bank docelowy w Czechach przelał środki dalej w ciągu czterech godzin. Firma straciła 89 tysięcy plus tydzień pracy zarządu na rozmowy z policją, prawnikami i ubezpieczycielem. Dostawca też miał gorzkie pytania.

Po incydencie wdrożyliśmy z nimi kilka prostych rzeczy: MFA na wszystkich skrzynkach, pisemną procedurę „każda zmiana numeru rachunku jest potwierdzana telefonicznie z numerem z bazy CRM, nigdy z numerem z maila", oznaczanie zewnętrznych maili w nagłówku i krótkie miesięczne symulacje phishingu z 5-minutowym omówieniem na luźno. Przez kolejne dwa lata firma wykryła trzy podobne próby BEC — dwie zostały zatrzymane przez telefon do dostawcy, jedna przez pracownika, który zauważył, że mail jest „jakiś dziwny". Bez strat.

To nie jest historia o technologii. To historia o nawykach. Filtr antyspamowy dostawcy w obu przypadkach „był", a mimo to mail przeszedł — bo przyszedł z prawdziwej, przejętej skrzynki.

Co nie działa — choć wygląda dobrze

Branża cyber sprzedaje MŚP dużo rzeczy, które dobrze wyglądają w ofercie i słabo działają w praktyce. Najczęstsze pomyłki, które widzimy:

Każda z tych rzeczy ma swoje miejsce — ale żadna nie zastępuje nawyku, który zatrzymuje rękę księgowej na sekundę przed wysłaniem przelewu.

Co naprawdę działa — w 4 godziny pracy

Większość MŚP może wdrożyć podstawową obronę przed phishingiem i BEC w jeden dzień roboczy. Nie potrzeba projektu na kwartał, nie potrzeba SOC-a za 200 tysięcy. Potrzeba pięciu rzeczy:

  1. MFA na każdej skrzynce. Bez wyjątków, łącznie z zarządem. To jedna zmiana, która eliminuje 90% przejęć kont. W Microsoft 365 i Google Workspace włącza się w godzinę. Jeśli ktoś w firmie „nie umie używać MFA", oznacza to, że nie został przeszkolony — nie że MFA jest złe.
  2. Oznaczenie zewnętrznych maili. W nagłówku każdego maila przychodzącego z zewnątrz pojawia się żółty pasek „Uwaga: ten mail przyszedł spoza Twojej organizacji". Banalna zmiana, znacząco obniża skuteczność ataków podszywających się pod prezesa albo dział IT. W M365 ustawiana w jednej regule transportowej.
  3. Pisemna procedura zmiany rachunku bankowego. Jedna kartka A4 wisząca w księgowości: „Każda zmiana numeru rachunku kontrahenta jest potwierdzana telefonicznie pod numerem z naszego CRM-a/ERP-a, nigdy pod numerem z maila lub faktury. Brak telefonu = brak przelewu. Bez wyjątków, łącznie z prezesem". To jeden papier, który ratuje 80–200 tysięcy złotych rocznie w skali typowego MŚP.
  4. Krótki miesięczny test. Raz w miesiącu wysyłamy zespołowi symulowany phishing — fakturę, prośbę „prezesa", monit z banku. Mierzymy, kto kliknął. Nie po to, żeby kogoś ukarać, tylko żeby przez 5 minut omówić, po czym można było poznać, że mail jest fałszywy. Po sześciu miesiącach takich „treningów na żywo" widzimy spadek klikalności typowo z 20–25% do 3–5%.
  5. Rejestr „dziwnych maili". Wspólny kanał (Teams, Slack, mail-grupowy), do którego każdy może wrzucić mail z pytaniem „czy to jest prawdziwe?". Ktoś z IT albo zarządu odpowiada w 30 minut. To jednocześnie filtr i materiał edukacyjny.

Te pięć rzeczy razem nie kosztuje firmy nic poza czasem. Kosztują dnia roboczego, a potem 30 minut miesięcznie.

Drobne nawyki, które ratują dużo pieniędzy

Poza technologią są trzy nawyki, które ratują firmy częściej niż jakikolwiek system:

To są banały, ale działają tylko jeśli zespół słyszy je co miesiąc, a nie raz w roku na szkoleniu RODO.

Od czego zacząć

Jeśli prowadzisz 10–50-osobowy MŚP i czytasz to z myślą „kurde, my chyba nie mamy nic z tej listy", to nie panikuj. Zrób w tej kolejności:

  1. Sprawdź, czy MFA jest włączone na wszystkich skrzynkach służbowych, łącznie z zarządem i kontami współdzielonymi (biuro@, sekretariat@). Jeśli nie — to jest najpilniejsza rzecz w tym tygodniu.
  2. Spisz na jednej kartce procedurę zmiany numeru rachunku i powieś w księgowości. Jutro.
  3. W ciągu miesiąca uruchom prostą symulację phishingu — są darmowe narzędzia (Microsoft Attack Simulator wbudowany w M365 Business Premium), są też tanie usługi po 30–80 zł/osoba/miesiąc.
  4. Po pierwszej symulacji zrób 5-minutową rozmowę z zespołem na luźno: „pokażę wam, po czym poznać, że to było fałszywe". Bez listy nazwisk, bez ośmieszania. Trening, nie egzekucja.
  5. Po trzech miesiącach zmierz, czy klikalność spada. Jeśli nie — coś jest nie tak z wykonaniem, nie z koncepcją.

Phishing nie znika i nie zniknie. Ale firma, w której zespół wie, czego się spodziewać, i ma jasne procedury na momenty wątpliwości, traci na nim znacznie mniej niż firma, która liczy na to, że „filtr coś wyłapie". Pierwsze, drugie i trzecie zatrzymane oszustwo zwracają inwestycję w ciszy — pieniędzy, których nie straciłeś, nigdy nie zobaczysz na fakturze.

Jeśli chcesz to ułożyć w swojej firmie, ale nie wiesz, od której strony, pomagamy MŚP rozkładać to na czynniki pierwsze regularnie. Pierwsza rozmowa jest bezpłatna i trwa pół godziny.

Najsłabszym ogniwem nie jest firewall. Jest zmęczona księgowa w piątek po obiedzie — i tylko nawyk ją obroni.

← Wróć na blog