Oszustwo na zmianę konta bankowego: jak nie stracić 200 tysięcy na jednym mailu

· 7 min czytania · Zespół SilverData

Dostawca, z którym pracujesz od pięciu lat, wysyła fakturę jak co miesiąc. Ten sam adres e-mail, ta sama stopka, ten sam ton. Tylko numer rachunku w treści wiadomości jest inny — „prosimy o wpłatę na nowy numer, poprzednie konto jest w trakcie zamykania". Przelew idzie w piątek po południu. W poniedziałek dzwoni prawdziwy dostawca z pytaniem, kiedy zapłacicie. Wtedy dopiero orientujecie się, że pieniądze pojechały do kogoś zupełnie innego.

To nie jest hipotetyczny scenariusz. To najdroższy dziś typ ataku na MŚP, tzw. „business email compromise" — i w przeciwieństwie do phishingu z krzywym logo banku, tu nic nie wygląda podejrzanie. U jednego z naszych klientów, 30-osobowego podwykonawcy budowlanego ze Śląska, taka pojedyncza operacja kosztowała 187 000 zł. Odzyskali 62 000 zł, po miesiącach korespondencji z bankami i policją. Reszta przepadła.

Ten wpis nie jest o tym, żeby „przeszkolić ludzi z czujności". Czujność nie skaluje się. Ten wpis jest o tym, jak zbudować prostą procedurę, po której nawet zmęczony w piątek księgowy nie wyśle pieniędzy na zły numer.

Anatomia ataku

Współczesna wersja tego oszustwa wygląda zwykle tak. Napastnik włamuje się na skrzynkę pocztową Twojego dostawcy — najczęściej przez wykradzione hasło albo phishing, bez MFA. Przez kilka tygodni tylko czyta. Uczy się, jak dostawca pisze, jak podpisuje maile, kiedy wysyła faktury, kto po Waszej stronie je akceptuje. Wie już, że faktura idzie 25. dnia miesiąca do Anny z księgowości, i że Ania nie oddzwania — po prostu księguje.

Kiedy nadchodzi moment, napastnik wysyła prawdziwą fakturę z prawdziwej skrzynki, z jedną modyfikacją: numer rachunku. Czasem podmienia go w treści maila, czasem w PDF-ie. Czasem najpierw wysyła „grzeczny anons" tydzień wcześniej — „informujemy o zmianie rachunku bankowego" — na blankiecie firmowym, ze skanem podpisu prezesa. Potem faktura już z nowym kontem wygląda naturalnie.

Nie ma tu podejrzanej domeny. Nie ma dziwnego załącznika. SPF, DKIM, DMARC — wszystko się zgadza, bo mail naprawdę wychodzi z serwera dostawcy. Filtry antyphishingowe nie zareagują. To dlatego ten atak jest tak skuteczny: technicznie wszystko jest w porządku, tylko rzeczywistość została podmieniona.

Dlaczego procesy w MŚP tu zawodzą

W dużej korporacji zmiana danych rozliczeniowych dostawcy przechodzi przez zaopatrzenie, weryfikację w rejestrze kontrahentów, akceptację przełożonego. W MŚP z 20–40 osobami tego łańcucha zwykle nie ma. Faktura idzie mailem do księgowej, księgowa księguje, właściciel podpisuje przelew w bankowości elektronicznej — często bez patrzenia na numer, bo „to od Nowaka, płacimy mu od pięciu lat".

Trzy założenia, które zawodzą w praktyce:

Nie brakuje Wam „narzędzia do wykrywania". Brakuje jednego kroku w procesie: niezależnej weryfikacji zmiany numeru rachunku innym kanałem niż mail, w którym ta zmiana przyszła.

Procedura „callback": jedna zasada, którą trzeba wpisać w regulamin

Jedyna reguła, która działa i której napastnik nie ominie, brzmi tak: każda zmiana rachunku bankowego dostawcy musi być potwierdzona telefonicznie, na numer z bazy kontrahentów w Waszym ERP, a nie z podpisu w mailu.

W praktyce dla firmy 20–50 osobowej wygląda to następująco:

Do tego dwie mechaniki wspierające:

To wszystko. Nie potrzebujecie SOC, EDR ani drogiego narzędzia „anti-BEC". Potrzebujecie jednego zdania w regulaminie i pola „numer rachunku potwierdzony przez" w karcie dostawcy.

Pierwsze 30 minut po wykryciu

Załóżmy, że mimo wszystko przelew poszedł. Liczy się każda minuta — dosłownie. Pieniądze najczęściej lądują na koncie „mułowym" i są z niego wypłacane albo przelewane dalej w ciągu godzin. Kolejność działań:

  1. Zadzwoń do swojego banku, na infolinię firmową, i poproś o „recall" przelewu (procedura odzyskania środków). Zapisz numer sprawy. Dla przelewów SEPA i krajowych szansa spada z każdą godziną — po 24 godzinach jest kilkuprocentowa.
  2. Zgłoś do banku odbiorcy (jeśli znasz z potwierdzenia przelewu) — bezpośrednio, prosząc o zablokowanie środków na koncie.
  3. Zgłoś na policję — dyżurny prokurator może wystawić postanowienie o zabezpieczeniu środków szybciej niż wynikałoby to z rutyny. Weź numer sprawy.
  4. Zgłoś do CSIRT NASK (incydent.cert.pl) — nawet jeśli to „tylko" pieniądze, incydent zostanie skorelowany z innymi zgłoszeniami i może pomóc namierzyć całą kampanię.
  5. Poinformuj prawdziwego dostawcę — jego skrzynka jest skompromitowana, każdy inny klient też jest zagrożony. To nie jest miłe zadanie, ale konieczne.
  6. Zmieńcie hasła do własnych skrzynek księgowości i zarządu i włączcie MFA wszędzie tam, gdzie go jeszcze nie ma. Jeśli atak dotarł do dostawcy, to samo może dotrzeć do Was.

W tej samej firmie ze Śląska szybki recall przez bank i zgłoszenie policyjne w ciągu 3 godzin zablokowały część środków na koncie mułowym, zanim zostały wypłacone. Reszta pojechała już poza granicę i przepadła. Bez tej pierwszej godziny odzyskane 62 000 zł też by nie wróciło.

Krótka checklista na ten tydzień

Nie musicie robić projektu na kwartał, żeby zamknąć to ryzyko. W tydzień da się zrobić minimum:

To wszystko kosztuje kilka godzin pracy. Jeden nie-wysłany przelew do oszusta zwraca ten koszt w skali roku wielokrotnie.

Co dalej

Ataki na płatności do dostawców to nie jest problem, który zniknie z rynku — wprost przeciwnie, w ostatnich dwóch latach wyraźnie przyspieszyły. Napastnicy trafili, że MŚP mają wystarczające przepływy, żeby stracić kilkaset tysięcy w jednym przelewie, i wystarczająco proste procesy, żeby atak przeszedł.

Jeśli chcecie sprawdzić, jak wygląda Wasza procedura płatnicza i gdzie w niej są dziury — zamiast czekać, aż odezwie się fałszywy „Nowak", spójrzcie na to z boku. Pierwsza rozmowa jest bezpłatna i trwa pół godziny.

Czujność nie skaluje się. Skaluje się jedno pole w karcie dostawcy: „numer rachunku potwierdzony telefonicznie przez".

← Wróć na blog