Modernizacja starej aplikacji firmowej: utrzymać, przepisać czy migrować na SaaS

· 8 min czytania · Zespół SilverData

Niemal w każdej polskiej firmie z 15-letnim stażem stoi jakaś aplikacja, której wszyscy się trochę boją. Napisał ją kuzyn właściciela w 2011 roku w Accessie. Albo zewnętrzny freelancer w 2014 w WinForms-ach. Albo „ten chłopak, który robił staż". Działa. Trzyma firmę. I już od dawna dłużej zajmuje wymyślanie, jak ją obejść, niż faktyczna praca w niej.

Ten tekst jest o tym, jak podjąć decyzję, którą większość MŚP odkłada o pięć lat za długo: co zrobić z taką aplikacją. Bo każda z trzech ścieżek — utrzymać, przepisać od zera, zastąpić gotowym SaaS-em — ma swój moment, w którym jest słuszna, i moment, w którym jest pomyłką.

Sygnały, że stara aplikacja zaczyna kosztować

Nikt nie budzi się rano z postanowieniem „dziś przepiszemy nasz system magazynowy". Ten moment przychodzi po cichu, w postaci serii drobnych symptomów. Jeśli rozpoznajesz u siebie trzy z poniższych — temat jest realny.

Jeśli odkładasz prostą zmianę „bo Maciek powiedział, że tego dotykać nie wolno" — to ten moment. Aplikacja przestała Ci służyć, zaczęła Ci dyktować, co możesz robić.

Trzy ścieżki: utrzymać, przepisać, migrować

W realiach MŚP są dokładnie trzy sensowne odpowiedzi. Nie ma czwartej, mimo że konsultanci czasem sprzedają hybrydy.

Każda z tych ścieżek kosztuje inaczej i daje co innego. Wybór nie jest sprawą gustu — jest sprawą tego, jak bardzo Twój proces różni się od reszty rynku i jak bardzo aplikacja jest Twoją przewagą konkurencyjną.

Kiedy ma sens utrzymanie i drobny refactor

Krótko: kiedy aplikacja działa, jest stosunkowo prosta, a jej zmiana w przyszłości jest mało prawdopodobna. Sytuacja typowa: prosty rejestr w Accessie z dwoma tabelami i trzema formularzami, używany przez dwie osoby w księgowości. Przepisywanie tego na .NET to byłaby przesada.

Refactor ma sens, gdy:

W takim wariancie inwestujesz raz w porządne porządkowanie: kontrola wersji w Gicie, kopia bazy testowej, lista znanych usterek z priorytetami, jedna lub dwie poprawki, które najbardziej dokuczają. Koszt: zwykle 60-150 godzin pracy. Efekt: spokój na kolejne 2-3 lata.

Kiedy ma sens przepisanie od zera

Sytuacja typowa: aplikacja jest rdzeniem operacyjnym firmy i odróżnia Cię od konkurencji — bo robi coś, czego żaden gotowy system na rynku nie robi tak jak Ty. Przykład: niestandardowy konfigurator produkcyjny w branży metalowej, własny system rozliczania premii dla handlowców, narzędzie do planowania tras w logistyce kontraktowej.

Przepisanie ma sens, gdy:

U jednego z naszych klientów — 24-osobowej fabryki opakowań spod Konina — od 2013 r. działał system planowania produkcji napisany w Accessie przez byłego pracownika. Aplikacja stała na jednym, fizycznie wyznaczonym komputerze w hali, bo „tylko tam wstawała". Nie dało się z niej korzystać z laptopa kierownika zmiany, planiści musieli chodzić do tego konkretnego stanowiska, a dwa razy w tygodniu aplikacja się wieszała i tracono ostatnie 20-30 minut pracy. Po 6-tygodniowym projekcie (≈ 220 godzin pracy, koszt ok. 65 000 zł) przepisaliśmy ją na .NET 8 z bazą SQL Server i interfejsem w przeglądarce. Po wdrożeniu: dostęp z dowolnego stanowiska w firmie i z domu, integracja z Comarch Optima zamiast ręcznego przepisywania zleceń, czas wystawienia planu produkcji na zmianę spadł z około 35 do 8 minut. W ciągu pierwszych trzech miesięcy firma odzyskała około 18 godzin pracy planistów tygodniowo.

Kiedy ma sens migracja na SaaS

Sytuacja typowa: Twój proces nie różni się bardzo od reszty rynku, a ktoś już zbudował na to gotowy produkt — często lepszy niż to, co zrobiłby Ci niewielki dostawca pod zlecenie. CRM, helpdesk, prosty WMS dla e-commerce, podstawowe zarządzanie projektami. Tu robienie własnego oprogramowania to zwykle dłubanie czegoś, co przeskoczy konkurencja z półki za miesiąc.

Migracja ma sens, gdy:

Pamiętaj: migracja do SaaS nie jest „darmowa" tylko dlatego, że nie piszesz kodu. Koszt to projekt migracji danych, mapowanie procesów, szkolenia i — zawsze — kilka rzeczy, które trzeba przemyśleć inaczej, niż były dotąd.

Jak ugryźć projekt, żeby nie zatonąć

Niezależnie od ścieżki, najczęstszy błąd polskich MŚP to robienie z modernizacji „jednego wielkiego projektu na rok". To prosta droga do tego, żeby po pół roku nikt już nie pamiętał, po co zaczęliśmy.

Co działa zamiast tego:

Co dalej

Jeśli masz w firmie aplikację, której nazwy nie wymawiasz publicznie ze strachu — to dobry znak, że trzeba się jej w końcu przyjrzeć. Decyzja „utrzymać, przepisać czy migrować" nie zapada na slajdach. Zapada po godzinnej rozmowie, w której ktoś z zewnątrz zobaczy proces od kuchni i powie wprost, gdzie kończy się rozsądek, a gdzie zaczyna sentymentalizm wobec dziesięcioletniego kodu.

Robimy takie rozmowy regularnie dla polskich MŚP. Pierwsza jest bezpłatna i trwa pół godziny.

Stara aplikacja, której nie wolno tknąć, to nie przewaga konkurencyjna. To dług, którego procent rośnie z każdym kwartałem.

← Wróć na blog