Trzy lata temu klonowanie czyjegoś głosu wymagało godzin nagrań i pracowni dźwiękowej. Dziś wystarczy 30 sekund z LinkedIn Live albo z wywiadu w podcaście branżowym. Koszt — kilkanaście złotych za miesięczny abonament u jednego z zagranicznych dostawców. Oszuści to wiedzą i zaczęli tego używać przeciwko polskim MŚP na skalę, której nie było jeszcze rok temu.
Tekstowy „phishing na prezesa" — mail z prośbą o pilny przelew podpisany imieniem szefa — istnieje od lat i większość zespołów nauczyła się go łapać. Głosowy wariant jest inny. Głos szefa w słuchawce, znany akcent, znane wtręty, ta sama nerwowa intonacja co zawsze, gdy coś pali się na wczoraj. Osoba w księgowości słyszy to, co słyszała setki razy. Tylko dziś to nie jest szef.
W ostatnich miesiącach rozmawialiśmy o tym z kilkunastoma klientami. W jednym przypadku — 15-osobowa firma produkcyjna z branży opakowań pod Poznaniem — sekretarka dostała telefon „od prezesa" na WhatsApp: pilny przelew do nowego dostawcy z Czech, 47 000 zł, „bo inaczej stracimy zamówienie z Lidla". Głos był idealny. Nie zgadzał się jeden szczegół: prezes w tym momencie był w samolocie do Wiednia. Przelew poszedł. Odzyskali około jednej trzeciej.
Jak dziś wygląda atak
Schemat jest prawie zawsze taki sam i warto go znać w tej kolejności, bo w tej samej kolejności będzie się odtwarzał u Ciebie.
Najpierw rozpoznanie. Sprawdzają, kto jest prezesem, kto dyrektorem finansowym, kto ma podpis pod przelewami. Wszystko jest w KRS, na stronie firmy, na LinkedIn. Potem szukają nagrania głosu — konferencja branżowa na YouTube, wywiad w lokalnej telewizji, nagranie z wydarzenia targowego. Wystarczy 30–60 sekund czystego audio.
Potem — moment. Prawie zawsze wybierają czas, gdy szef jest niedostępny: piątek po południu, ostatni dzień przed urlopem, dzień wyjazdu na targi. Sprawdzają to na Facebooku, na Instagramie firmowym albo na kalendarzu spotkań, który wisi na stronie „Kontakt".
Potem sam telefon. Zwykle na numer księgowej, na WhatsApp albo na Signala — nie na numer stacjonarny. Presja czasu, kwota nietypowa ale nie astronomiczna (żeby przeszła bez drugiej autoryzacji), nowy numer konta „bo bank się zmienił", i groźba konsekwencji „jak nie zdążysz do 15:00". Cały scenariusz trwa od 45 sekund do 2 minut. Ofiara nie ma czasu pomyśleć.
W bardziej zaawansowanej wersji dochodzi jeszcze podszywanie się pod numer telefonu (spoofing) i mail-follow-up z podrobionej domeny — firma-sp-zoo.pl zamiast firma.pl. To daje pozorne uwiarygodnienie.
Dlaczego celem są właśnie MŚP
Duże korporacje mają procedury dual-signoff, mają zespół bezpieczeństwa, mają szkolenia „jak wygląda BEC". Wszystko to jest drogie i większość 30-osobowych firm nie ma tego nawet w planie. Za to mają to, na czym atakującemu zależy: elastyczne procesy, kulturę „szef prosi to robimy" i księgową, która nikogo nie chce pytać drugi raz, bo boi się, że wyjdzie na niekompetentną.
Do tego dochodzi jeszcze jedna rzecz. W MŚP wszyscy się znają. Głos szefa jest tak familiarny, że zakwestionowanie go wydaje się niegrzeczne. „No jak to, mam sprawdzać czy to naprawdę Pan Krzysztof? Przecież pracuję tu 8 lat." Ta niegrzeczność jest właśnie tym, co oszust kupuje.
Kwoty w atakach na polskie MŚP, które widzieliśmy w tym roku, to zakres 15 000 – 120 000 zł. Wystarczająco duże, żeby zaboleć. Wystarczająco małe, żeby przeszły bez procesu dwuosobowej autoryzacji, którego i tak większość firm nie ma.
5 zabezpieczeń, które naprawdę działają
Żadne z tych zabezpieczeń nie wymaga wydania majątku ani rewolucji w firmie. Wymagają za to, żeby ktoś to raz napisał, zakomunikował i konsekwentnie stosował.
- Weryfikacja poza kanałem (out-of-band). Każda prośba o przelew powyżej ustalonego progu — na przykład 5 000 zł — do nieznanego wcześniej odbiorcy weryfikowana jest telefonicznie na znany, wcześniej zapisany numer szefa. Nie na numer, z którego przyszła prośba. Nie na WhatsApp. Na komórkę, którą księgowa ma zapisaną od pół roku. Jeśli szef nie odbiera — czekamy.
- Hasło rodzinne dla przelewów. Ustalcie z kluczowymi osobami słowo-kod (nie „hasło" — coś nieoczywistego, np. nazwa ulubionej restauracji z wakacji 2019 roku), które szef zawsze poda, gdy naprawdę dzwoni w sprawie pilnego przelewu. Deepfake tego nie zna. Wystarczy jedno pytanie: „jak zawsze — co jemy w Sopocie?".
- Dwuosobowa autoryzacja powyżej progu. Każdy przelew powyżej ustalonej kwoty (dla firmy 20-osobowej rozsądny próg to 10 000–20 000 zł) wymaga akceptacji drugiej osoby w bankowości elektronicznej. To wbudowany mechanizm w mBanku, ING i Santanderze — trzeba tylko włączyć.
- Nowy dostawca = 24 godziny. Nowy numer konta bankowego dostawcy nigdy nie jest realizowany tego samego dnia. Zawsze pauza 24 godziny i weryfikacja telefoniczna na numer z oficjalnej strony dostawcy (nie ze stopki mailowej — ta może być podrobiona). Ta jedna zasada wyłapuje większość ataków „na zmianę numeru konta".
- Higiena nagrań publicznych. Świadomie zarządzajcie tym, ile głosu prezesa i dyrektora finansowego jest publicznie dostępne. Nie chodzi o milczenie w mediach — chodzi o świadomość, że każdy podcast, każde nagranie z konferencji to materiał do klonowania. Wiedza „że tak jest" wystarczy, żeby ludzie bardziej uważali.
Co zrobić w pierwszej godzinie po przelewie
Jeśli już się stało — liczy się prędkość. Bank ma bardzo krótkie okno, w którym może cofnąć przelew Elixir (do kilkunastu minut przy zwykłych sesjach), i dłuższe okno na wstrzymanie środków u banku odbiorcy.
- W ciągu 15 minut: zadzwoń na infolinię banku firmowego i zażądaj zatrzymania przelewu, podając numer referencyjny. Nie mail, nie czat — telefon.
- W ciągu godziny: zgłoszenie do CERT Polska (
incydent.cert.pl), które może pomóc w komunikacji z bankiem odbiorcy. - Tego samego dnia: zgłoszenie na policję. Bez zgłoszenia bank odbiorcy nie zamrozi środków dłużej niż kilka dni.
- Powiadom zespół. Oszust zwykle wraca po drugą próbę u tej samej firmy, licząc na chaos. Ta sama 15-osobowa firma opakowań w ciągu 6 miesięcy po pierwszym ataku wyłapała dwie kolejne próby — obie zablokowane hasłem-kodem, które wprowadzili tydzień po pierwszym zdarzeniu.
Co dalej
Deepfake głosu nie jest już scenariuszem z filmu. To narzędzie, które kosztuje mniej niż lunch, jest gotowe w 5 minut i celuje bezpośrednio w miejsce, w którym MŚP nie ma osłony — w zaufanie między ludźmi, którzy się znają.
Nie da się tego załatwić samą technologią. Da się jednak wprowadzić trzy proste zasady, które w praktyce zamykają temat na 95%: out-of-band, hasło-kod, dwuosobowa autoryzacja przelewów powyżej progu. Reszta to ćwiczenie zespołu, żeby nikt się nie bał zadać niewygodnego pytania.
Jeśli chcesz przejść przez to w Twojej firmie w godzinę — bez slajdów, na Waszych realnych procesach — umów się na rozmowę. Pierwsze spotkanie jest bezpłatne.
Deepfake nie kupuje technologii. Kupuje niegrzeczność księgowej, która boi się zapytać drugi raz.